Ratujemy franczyzę w Europie

Francuzi nie są żołnierzami, są rewolucjonistami. Ostatnio wydumali sobie, że znów trzeba zdobyć Bastylię – tym razem żeby wyzwolić franczyzobiorców. W roli zgilotynowanego złego króla obsadzili franchising.

Polska delegacja na spotkaniu Europejskiej Federacji Franczyzy w Rzymie w październiku 2013 r. obradowała nad ważnymi tematami dla rynku franczyzy. Polską Organizację Franczyzodawców reprezentowali Monika Dąbrowska - Prezes POF i Arkadiusz Słodkowski - Członek Zarządu POF. Długie, zimowe noce to dobry czas, żeby w bezpiecznym cieple posnuć opowieści – także te straszne. Koledzy z Francuskiej Federacji Franchisingu postraszyli skutecznie. Rozesłali po Europie list, że w ich kraju franchising prowadzony jest właśnie na szafot.

Na rewolucyjne barykady tym razem nie wiedzie Francuzów wolność tylko polityczna chciwość związkowców. Związki zawodowe są we Francji silne, ale ponieważ chcą być jeszcze silniejsze, to kombinują, jak tu zwerbować kolejne duszyczki np. franczyzobiorców. Związkowcy zażądali więc od państwa, aby biorcy licencji mogli korzystać z takich samych praw, z jakich korzystają zwykli pracownicy zatrudnieni w centrali franczyzodawcy – bo przecież „i jedni i drudzy mają takie same kwalifikacje i pracują dla tej samej marki”. De facto zrównywałoby to w niektórych prawach pracowników etatowych i prywatnych przedsiębiorców.

„Niemożliwe – to nie jest francuskie słowo!” – mawiał proroczo Napoleon. We Francji już teraz zdarza się, że sądy rozpatrują umowy franczyzowe na gruncie praw pracowniczych („social laws” ). Popatrzmy więc w kulę wróżki i poprzewidujmy możliwą przyszłość. Francji grozi zakwalifikowanie umowy franczyzowej jako stosunku pracy. Wtedy biorca licencji przestaje być niezależnym podmiotem, zdobywa prawa do ubezpieczenia społecznego jak w przypadku stosunku pracy, a franczyzodawca nie może mu już np. wystawiać faktur. To koniec franczyzy.

Jeśli takie przekwalifikowanie stosunku prawnego między dawcą a biorcą licencji stanie się faktem, to w grę może wchodzić działanie wstecz prawa – dawcy licencji mogą być zmuszeni do opłacenia np. nadgodzin nawet do 5 lat wstecz. A jak franczyzodawca rozwiąże umowę franczyzową – będzie zmuszony do wypłacenia odprawy.

Ryzykiem biznesowym prowadzenia sieci franczyzowej dla dawcy licencji będą też roszczenia ze strony pracowników franczyzobiorcy, którzy na bank zechcą, aby zatrudnił ich bezpośrednio franczyzodawca. Takie socjalne ujęcie współpracy franczyzowej może spowodować, że sieć franczyzowa zostanie potraktowania jako jeden, duży podmiot gospodarczy, zatrudniający wielu pracowników (do którego od teraz będą wliczać się też biorcy i ich pracownicy). To zaś sprawi, że firma pod marka franczyzową będzie podlegać prawom odnoszącym się do dużych przedsiębiorstw.

Na razie w Polsce jesteśmy bezpieczni. Nikt nie rozważa zrównania pracowników i franczyzobiorców, na pewno Francja nie przekona Unii Europejskiej do zaimplementowania tych zmian w krajach UE. Ale widmo szaleństwa krąży po Europie. Jedyna nadzieja w samych Francuzach, że jednak nie zechcą strzelać do franchisingu. A jeśli wierzyć w żarty o francuskich żołnierzach (ich flagą jest podobno biały krzyż na białym tle) , wycofają się ze wszystkiego. Rok 2014 zapowiada się spokojnie.